Open login
Dzień pierwszy
Wpisany przez Szkapa    piątek, 08 stycznia 2010 17:20    PDF Drukuj Email

Wszyscy kojarzą piątek z „trzynastką”. Jest to ponad wszelką wątpliwość skojarzenie prawidłowe.

Jednak w tym roku stała się rzecz przedziwna i piątek stał się dniem wyjątkowym, bowiem przypadł na pierwszy dzień roku dwa tysiące dziesiątego. Wiadomym jest, że tym stwierdzeniem nie odkryłem niczego niezwykłego, ale podobno należy zacząć od rzeczy wiadomych, żeby potem niewiadome stały się bardziej zrozumiałe.

Jako że sylwestrowy czwartek i noworoczny piątek prawie zupełnie wypadły mi z pamięci skupie się na tym, co było wcześniej i nieco później.

Nadszedł weekend, grudzień dobiegał końca. Zbudzony odgłosem nadjeżdżającego pługu śnieżnego, nieco wytrącony z równowagi, postanawiam coś zmienić w swoim życiu. Dlatego zamiast włączać którąś z płyt Slayera na przebudzenie, robie kawę i zasiadam przed telewizorem. W godzinach rannych zwłaszcza w weekend nie sposób znaleźć w telewizji nic interesującego, dlatego wybieram jeden z programów porannych i nastawiam się na odbiór.

Okazuje się, że akurat, pan i pani redaktor oraz szanowni goście poruszają temat nurtujący mnie od dawna. Tematem tym, co roku o tej właśnie porze są postanowienia noworoczne. Aktor zaproszony do programu opowiada o tym jak któregoś roku rzucił palenie, a pani niewiadomej dla mnie profesji, o utracie zbędnych kilogramów. Wszyscy klaszczą w ręce i są dumni ze swoich noworocznych osiągnięć. Cała gromadka planuje nowe wyzwania i postanawia spotkać się za jakiś czas, aby zobaczyć, co z tego wyszło.

Niesiony na fali entuzjazmu postanawiam również coś postanowić. Chce zmienić swoje życie, stać się lepszym człowiekiem, przysłużyć się społeczeństwu. Intensywnie myślę. Co moja osoba mogłaby zrobić dla samego siebie, lub innych. Co mógłbym zmienić, aby zadowolić pana redaktora.

Do głowy przychodzi wiele rzeczy. Większość banalnych i w gruncie rzeczy nikomu nie potrzebnych. Rzucić palenie, ale dlaczego - przecież to lubię. Pić mniej, ale przecież wcale nie pije tak dużo. W końcu, zadbać o swoje zdrowie i jeździć na rowerze do pracy! Może i byłoby to fajne postanowienie, ale nie mam roweru. Wszystkie pomysły odtrącam, żaden mnie nie zadowala. I wtedy wpada do głowy genialna myśl. Po co to wszystko?

Przecież człowiek, kiedy coś mu przeszkadza, czy szkodzi automatycznie z tego rezygnuje. Kiedy czajnik ma przebicie i kopie, nie używam go. Kiedy dziewczyna mnie nie szanuje, rzucam ją. Kiedy tramwaj mi uciekł, czekam na następny, a nie gonię poprzedniego. Wszystkie te genialne spostrzeżenia sprawiają, że czuje się zwolniony z obowiązku postanawiania czegokolwiek i w duchu śmieje się z pana redaktora.

Tak, więc postanawiam, nie postanawiać. Bo po co zmuszać się do rzeczy bez sensownych.

Szkapa

Komentarze (0)

Zapisz sie do RRS feed tego komentarza

Napisz Komentarz

smaller | bigger

busy
Poprawiony ( piątek, 08 stycznia 2010 17:46 )